W każdym mieście muszą się one znajdować. Bez nich nasza woda nie mogłaby być czyszczona i z pozbyciem się ścieków byłby duży problem. Oczyszczalnie ścieków to jednak relatywnie młody wynalazek naszej cywilizacji. Pomyśleć, że jeszcze kilkadziesiąt, no może stulecie temu były one praktycznie nieznane, zresztą jak wiele innych elementów infrastruktury miejskiej, które teraz wydają się być zupełnie oczywiste.
Na to, że oczyszczalnie ścieków mogły zacząć powstawać, podstawowy wpływ miał rozwój przemysłowy dużych ośrodków miejskich. Po prostu fabryki, które w dziewiętnastym wieku zaczęły masowo powstawać, niezależnie czy to włókiennicze na Mazowszu i w Łódzkiem, czy też huty i kopalnie w południowej części kraju, zaczęły produkować tyle śmieci, że nie dało się ich wszystkich spuścić do pobliskich rzek i konieczne już były oczyszczalnie ścieków. Wcześniej nikt prawie o nich nie myślał. Mało tego, znane są z historii ludzkości przypadki, gdy w wyniku suszy poziom miejskich rzek opadał, przez co było w nich bardzo mało wody, a do atmosfery unosił się fetor wszystkich zgromadzonych tam przez lata nieczystości. Na szczęście te czasy sprawnie odeszły w niepamięć, po tym, jak oczyszczalnie ścieków najpierw były przez władze miejskie podpinane do dużych fabryk, a z czasem również do normalnych kamienic zamieszkiwanych przez ludzi, którzy osiedlili się w miastach. Polityka w tym zakresie wyglądała różnie. W jednych miastach decydowano się stawiać duże zakłady utylizacji ściągające zanieczyszczenia z całej okolicy, w innych kilka mniejszych, ale efekt był ten sam, czyli pozytywny.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.